Innowacyjne metody w naszej placówce

Metoda
Gordona

 

Wychowanie to jedno z najpiękniejszych, ale i najtrudniejszych ról w życiu jakie przyszło nam pełnić. Uniwersalna metoda Gordona uczy (rodziców, nauczycieli, dzieci i młodzież, a nawet menagerów) umiejętności skutecznej komunikacji i rozwiązywania konfliktów metodą bez przemocy oraz przegranych. Dzięki temu obie strony zaspokajają swoje potrzeby bez uciekania się do używania siły. Cele wychowania zaproponowane przez Gordona wywodzą się z jego sposobu postrzegania dziecka jako człowieka, ze wszystkimi ludzkimi cechami i reakcjami. Dziecko nie jest niczyją własnością i jako odrębna jednostka ma prawo do prywatności, samodzielnego rozwiązywania problemów, samodzielnego myślenia. Zadaniem wychowania jest więc zmiana dotychczasowych metod oddziaływań wychowawczych.
Język akceptacji pomaga dzieciom łagodzić ich bagaż emocjonalny, daje im bowiem przestrzeń do wyrażenia uczuć czy problemów. Taką przestrzeń gwarantuje właściwy sposób prowadzenia rozmowy, podczas której dorośli, zanim np. udzielą rady lub podsuną rozwiązanie, zastanowią się, czy będzie to dobre dla dziecka. Taka forma komunikacji której podstawą jest język akceptacji, sprawia, że wspieranie samodzielności, niezależności, odpowiedzialności, twórczego myślenia i chęci pomocy nie pozostaje tylko abstrakcyjnym pojęciem.

 

Metoda Gordona dotyczy relacji międzyludzkich, daje narzędzia i uczy siedmiu głównych umiejętności:
1. Obserwacji zachowań, by zindentyfikować potrzeby własne, dziecka i innych osób, co w rezultacie redukuje stres nauczyciela.
2. Identyfikowania, kto ma problem, by zastosować odpowiednie umiejętności. Wiedza ta wpływa na zwiększenie poczucia kompetencji wychowawczych i komunikacyjnych.
3. Podstawowego i Aktywnego Słuchania, by nauczyć się pomagania dziecku znalezienia rozwiązania problemu. W ten sposób nauczyciel przedszkolny „zrzuca z siebie ciężar” szukania rozwiązańza dziecko i staje się towarzyszem, prowadząc malucha ku rozwiązaniu. W efekcie dziecko staje się bardziej samodzielne i kreatywne w znajdowaniu rozwiązań własnych problemów.
4. Wyrażania siebie (odsłaniania się), by budować opartą na obopólnym szacunku relację z dziećmi i z innymi osobami. Powoduje to wzmocnienie relacji.
5. Skutecznej konfrontacji, by dzieci czy inne osoby miały możliwość zmiany swojego nieakceptowanego zachowania na zachowania przez nas akceptowane.
6. Rozwiązywania konfiktów potrzeb metodą bez przegranych, tak by obie strony były zadowolone z rozwiązania. Dzięki temu obie strony zaspokajają swoje potrzeby bez uciekania się do używania siły.
7. Strategii rozwiązywania konfiktów wartości, by budować autorytet w oparciu o wpływ, zamiast siły.

 

W sytuacji konfliktu potrzeb, gdy każda strona dąży do czegoś innego, mamy do czynienia z jedną z następujących strategii:
– wygrana – przegrana: jedna z osób narzuca drugiej swą wolę, przegrany jest niezadowolony i ma poczucie klęski
– przegrana – przegrana: dwie strony konfliktu kłócą się i obie na tym tracą
– wygrana – wygrana: wspólnie poszukujemy takich rozwiązań, aby wszystkie zainteresowane strony mogły je przyjąć, gdyż wszystkie odniosą korzyść. Zastosowanie tej strategii pomaga poszukiwać rozwiązań dobrych lub możliwych do zaakceptowania i rozwiązać konflikt, uwzględniając interesy obu stron, a przy tym nie odwołuje się do władzy.

 

Thomas Gordon proponuje sześć kroków „metody bez porażek” (wg. wtrategii wygrana–wygrana):
1. Rozpoznać konflikt i go nazwać, powiedzieć krótko, bez oskarżania nikogo, co się czuje, jakie potrzeby zostały naruszone, stosując komunikat JA i unikając oskarżycielskiego TY.
2. Okazać dziecku, że rozumie się jego uczucia i potrzeby, by ono samo mogło zrozumieć siebie oraz aktywnie wysłuchać argumentów drugiej strony. Trzeba spróbować rozpoznać i nazwać uczucia dziecka, np. „Wydaje mi się, że mogło cię to zawstydzić…”, „Sądzę, że musiałeś być wtedy zły…”, ale nie narzucać mu, co powinno czuć.
3. Wspólnie poszukać możliwych rozwiązań. Rodzice czasem sami przedstawiają kilka propozycji, prosząc, żeby dziecko wybrało którąś z nich. Jest to wówczas zawoalowana postać strategii “wygrana–przegrana”, ponieważ dziecko ma wybór tylko spośród tych pomysłów, które aprobuje rodzic, bez możliwości przedstawienia własnych. Można zapytać: „Czy masz jakiś pomysł?”, „Co mogłoby nam pomóc?”, „Jak myślisz?”, „Poszukajmy wspólnie możliwych rozwiązań”. Niech najpierw dziecko poda swoje pomysły, może będzie myślało podobnie do ciebie. Pamiętajmy przy tym, że stwierdzenie typu: „To głupie…” może kategorycznie zamknąć możliwość porozumienia.
4. Ocenić propozycje rozwiązań. Na tym etapie należy już wspólnie odrzucić/odnieść się krytycznie zarówno do pomysłów własnych jak i dziecka. Etap ten powinien doprowadzić do wyboru rozwiązania odpowiadającego obu stronom. Analizujemy propozycje i eliminujemy te, które nie są możliwe do przyjęcia dla obu stron, podając powody ich odrzucenia.
5. Zdecydować się na najlepsze rozwiązanie. W końcu zostaje tylko to, które obie skonfliktowane strony mogą przyjąć. Ta strategia jest strategią wzajemnego szacunku, wszyscy mają poczucie, że ich zdanie zostało wzięte pod uwagę i wypracowują kompromis. Czasem trzeba pomysł nieco zmodyfikować, aby obie strony mogły go w pełni zaakceptować.
6. Wprowadzić w życie powziętą decyzję. Gdy wybierzemy już rozwiązanie, należy uszczegółowić jego realizację. „Od kiedy zaczynamy?”, „Kto, co i kiedy wykona?”, „Co jest potrzebne, żeby to zrobić?”. Wprowadzone w życie zasady wymagają późniejszej oceny – jak się sprawdzają, czy są należycie przestrzegane, czy wymagają jakichś zmian, czy może należy zastanowić się nad innym rozwiązaniem.

 

Wobec stosowania dyscyplinujących sposobów wychowawczych, Gordon proponuje wykorzystywanie alternatywnych oddziaływań:

    • stosowanie pozytywnych wypowiedzi typu «ja»,
    • aktywne słuchanie,
    • prawidłowe odczytywanie potrzeb dzieci,
    • stosowanie handlu zamiennego,
    • zmiana otoczenia,
    • konfrontacyjne wypowiedzi typu «ja»,
    • prewencyjne wypowiedzi typu «ja»,
    • zmiana faz rozwiązywania konfliktów, celem zmniejszenia oporu,
    • rozwiązywanie problemu oraz
    • zmiana uczuć wtórnych na pierwotne.

.


Metoda
NVC

Porozumienie bez Przemocy (PbP) z ang. Nonviolent Communication (NVC) to metoda komunikacji, znana również jako: Język Serca, Empatyczna Komunikacja, Konstruktywna Komunikacja.
Nie ma w tej metodzie niczego nowego. Rosenberg nie odkrył Ameryki. Odkurzył starą prawdę, że podstawową potrzebą człowieka jest zaspokajanie potrzeb drugiego. Pokazał, jak mówić i słuchać, by słowa miały znaczenie i były nośnikiem tego, co widzimy, słyszymy, czujemy i czego potrzebujemy.
Model opiera się na łączeniu obserwacji – faktów (1 krok) z naszymi uczuciami (2 krok) i potrzebami (3 krok), świadomym ich wyrażeniu i sformułowaniu jasnej, konstruktywnej prośby (4 krok). Intencją wypowiedzi jest porozumienie uwzględniające potrzeby obu stron.
Istotą Porozumienia bez Przemocy jest nastawienie na obserwację, nazywanie uczuć, uzewnętrznianie potrzeb i poszukiwanie najlepszej z możliwych strategii, która zaspokoi potrzebę – naszą lub drugiego człowieka.
NVC oferuje narzędzie 4 kroków, które zmieniają nasz styl mówienia. Dotąd możliwe iż wyrzucaliśmy z siebie słowa automatycznie i bez przemyślenia, pozwalaliśmy, by słyszeli je wszyscy wokół, przecież nie było w nic nic złego. Owszem, tyle że zwykle reagowaliśmy nawykowo, sztucznie, bez emocji, często wiedzieliśmy co powie dziecko, mąż, przyjaciółka, zanim zdążyli otworzyć usta. Nieraz też pewnie słyszeliśmy (ku naszemu zdziwieniu), że zachowujemy się jak własna matka/ojciec. A to dlatego że tyle się osłuchaliśmy, że nie dało się postępować inaczej, było to dla nas tak oczywiste jak słynne gruszki na wierzbie. 4 kroki ułatwiają praktyczne zastosowanie PbP, choć same w sobie nie są PbP, gdyż nie da się ich wyuczyć na pamięć, trzeba je zrozumieć i odważyć sie je stosować. Odważyć spytacie- przecież to banał… A wkońcu okazuje się że to wcale nie jest takie ławte i proste jak by się ogło wydawać, bądź jak się to czyta, ba – jest nawet bardzo TRUDNE, zwłaszcza na początku, gdyż boimy albo nawet wstydzimy mówić otwarcie (nawet przy rodzinie) o naszych uczuciach, emocjach, potrzebach – dotąd przeważnie dławiliśmy je w sobie, by nie dorobić się przypadkiem łatki „nadwrażliwej”, „dziwnej” lub jeszcze innej. A teraz musimy o tym otwarcie mówić. Ale ręczę, iż wyrażanie własnych potrzeb, które ukrywają się za nazwanymi uczuciami, posłuży wzbogaceniu waszego życia, mojego lub twojego, nie zaś zobowiązania drugiego do oddania przysługi.
Nagrody i kary zostały zastąpione kontaktem, troską, zainteresowaniem, dostrzeganiem, uważnością.
PbP zakłada komunikat pozytywny, który jest lepiej słyszany przez dzieci, niż negatywny. Jeśli chcemy, by nas usłyszano, warto mówić o tym, czego chcemy (zamiast o tym, czego nie chcemy).
Brak etykiet (grzeczna – niegrzeczna, dobry – zły, łakomczuch – niejadek, aniołek – beksa) czyni dzieci wolnymi i uczy tolerancji wobec drugiego.
Kontakt „tu i teraz” to najlepsza inwestycja w nasze dzieci.
Porozumienie bez Przemocy to metoda komunikacji, która często gdy zaczyna się ją zgłębiać, staje się filozofią naszego dalszego życia. Dlaczego? Bo oparta jest na wzajemnym szacunku, zbliża ludzi a za najważniejszy cel stawia sobie kontakt – z samym sobą i innymi. Uczy docierania do najważniejszych ludzkich potrzeb i traktowania je jako piękne oraz wartościowe.


CHUSTONOSZENIE I
WIELOPIELUCHOWANIE

Noszenie w chustach tworzy więź. Noszenie uwrażliwia rodzica na potrzeby malucha, a niemowlę uczy się, że rodzicom można zaufać. Taka wzajemna zależność pomaga tworzyć więź, która procentuje w dalszym życiu.
Badania dowodzą, iż dzieci noszone w chustach mniej płaczą, są spokojniejsze, lepiej się rozwijają. Chustonoszenie w radykalny sposób zmienia, jakość reakcji dziecko – opiekun. Chusty to wybawienie dla zaganianych rodziców, którzy teraz, nosząc dziecko w chuście, mogą sprawniej uporać się z domowymi obowiązkami, jak sprzątanie, gotowanie czy zakupy. Eksperci są zgodni, iż chustonoszenie to zdrowa i ciekawa alternatywa dla wózków, kołysek i dźwigania dziecka na rękach.
Noszone maluchy są spokojniejsze – nie muszą płakać, więc większość czasu spędzają na obserwacji świata z poziomu dorosłego. Mimowolnie uczą się reguł, jakie obowiązują w rodzinie, poznają zastosowanie przedmiotów.
Noszenie w chustach pomaga dziecku w aklimatyzacji po porodzie. Ponieważ układ nerwowy noworodka jest niedojrzały, potrzebuje przynajmniej kilku tygodni, aby przestawić się na warunki życia poza brzuchem mamy. Noworodek nie rozumie, czym jest czas i nie wie, że jest odrębną od mamy istotą. Pozostając w bliskim kontakcie, słyszy kojące i znane odgłosy – bicie serca i rytm oddechu. Delikatny ruch w trakcie noszenia w chuście stymuluje także błędnik, wspomagając rozwój zmysłu równowagi – dziecko rozwija zdolności psychomotoryczne.
Noszone dzieci są włączone w świat swoich rodziców, bo wykonują z nimi ich codzienne czynności. Maluchy spędzające czas w wózku widzą głównie wnętrze wózka, zaś te pozostawiane w leżaczkach – oglądają otoczenie z perspektywy podłogi.

„Chustowe dziecko” łatwiej przyjmuje pojawienie się dodatkowej opieki: babci lub niani, gdy noszą one malucha w chuście, jak rodzice. Chusta, pachnąca domem jest ukojeniem podczas pobytu w żłobku, zwłaszcza, kiedy na spacer w chuście zabierają dzieci także Panie opiekunki 😉

Chusta pozwala zaspokoić potrzeby malucha, a równocześnie mieć wolne ręce. Nie musisz odkładać wszystkiego na później – a przede wszystkim nie musisz odkładać swego malucha! Z chustą możesz więcej. Wszędzie tam, gdzie nie ma miejsca na wózek, gdzie trudno podjechać – jedno proste wiązanie przełamuje bariery, także architektoniczne. Wyobraź sobie… czytasz, sprzątasz, gotujesz obiad, robisz zakupy, wyprowadzasz psa na spacer, bawisz się ze starszym dzieckiem, podlewasz trawnik. A może aktywnie spacerujesz po lesie, moczysz nogi w morzu, lub wspinasz się po schodach na 4-te piętro z zakupami w rękach? Lub wchodzisz do wąskich sklepów, zwiedzasz muzeum, wskakujesz do autobusu… razem z dzieckiem!

Polecamy również poniższą lekturę.

Pieluchy wielorazowe

Jeśli natomiast zdecydowaliście się na używanie wyłącznie wielo-pieluszek – jesteśmy chętni Was w tym wesprzeć!
Mając na uwadze iż są one ekologiczne, ekonomiczne, zdrowe i bezpieczne dla naszych maluchów, a ponadto jak już udowodniono dzieci pieluszkowane wielorazowo dużo szybciej samoczynnie zaczynają korzystać z nocnika, zapraszamy do przynoszenia otulaczy/kieszonek/AIO/SIO do nas, a wspólnie będziemy zakładać je Państwa maluszkom.
Ponadto warto dodać – przecież one są takie piękne, śliczne i cudne!


Metoda
BLW

Metoda BLW (Baby-led Weaning), czyli metoda jedzenia wszystkimi zmysłami, zdobywająca coraz więcej zwolenników. Według niej, to właśnie dziecko decyduje o tym, co zje i w jakiej ilości. Nie bez powodu więc często polskim odpowiednikiem skrótu metody BLW bywa określenie „Bobas Lubi Wybór”.
Zwolennicy metody BLW uważają, że przy rozszerzaniu diety nie potrzebne są papki i karmienie łyżeczką, bo dziecko jest gotowe, by samodzielnie sięgać po nowe produkty i je jeść. W metodzie BLW pozwala się więc dziecku na wybór tego, co chce zjeść, kładąc przed nim produkty stałe w odpowiedniej formie (gotowe do jedzenia, pokrojone na kawałki łatwe do trzymania w rączce). W ten sposób rodzic pomija etap łyżeczki i słoiczków i od razu włącza do dziecięcego jadłospisu produkty nierozdrobnione.
Główną ideą w metodzie BLW jest właśnie swoboda malucha, który nawet decyduje o tym, co i ile zje.
Istotną kwestią metody BLW jest pozwolenie dziecku na uruchomienie do jedzenia niemal wszystkich zmysłów. Dziecko wzrokiem wybiera produkt na talerzu, za chwilę po niego sięga, zbliża do buzi, smakuje. Gdy wrażenia mu nie odpowiadają, wypluwa jedzenie i ponownie go dotyka. Jednym słowem – eksperymentuje i poznaje nowe produkty z każdej strony. Zwolennicy tej metody uważają, że dzięki temu dzieci mają większą świadomość tego, co jedzą, a cały proces jedzenia nie odbywa się automatycznie, jak to bywa w trakcie karmienia łyżeczką.
Obawą rodziców może być poczucie, że dziecko się nie najada. W metodzie tej bowiem nie wolno maluchowi nic narzucać i jeśli ma ochotę tylko polizać jakiś produkt na talerzu albo zjeść jedno ziarenko ryżu – należy to uznać za posiłek. Twórcy metody uważają, że dziecko samo się nie zagłodzi, a ponadto do końca pierwszego roku życia głównym jego posiłkiem powinno być mleko, które uzupełni ewentualne niedobory.

Zaczerpnięte ze strony: www.mjakmama24.pl